TEST DRIVE : Mercedes-Benz CLC – NIE TO MIEJSCE, NIE TEN CZAS

Test Drive

TEST DRIVE : Mercedes-Benz CLC – NIE TO MIEJSCE, NIE TEN CZAS

Mercedes-Benz CLC 200 Kompresor

NIE TO MIEJSCE, NIE TEN CZAS


Część z nas z pewnością pamięta czasy, gdy celownik na masce był synonimem niepowtarzalnego prestiżu i elegancji, kojarzył się z ogromną, ciężką limuzyną i nieopisaną trwałością za odpowiednio wysoką cenę. Jednak z czasem średnia wieku przeciętnego właściciela auta tej marki zmalała – wprost proporcjonalnie do zasobności jego portfela. Odpowiedzią Mercedesa na ten stan rzeczy był model 190, którego później zastąpiła dobrze nam znana klasa C.

KAWAŁEK HISTORII

Kiedy w 2000 roku światło dzienne ujrzała kolejna odsłona tej małej limuzyny, szefostwo Mercedesa doszło do wniosku, że tę – bądź co bądź – nudną kompilację konserwatywnego sedana i kombi, należałoby odrobinę rozbudować. W ten sposób, w 2001 roku, równolegle z modelem T (kombi), poniekąd także w odpowiedzi na serię 3 Compact ze stajni BMW, na rynku pojawiła się odmiana dla majętnych, młodych duchem lub wiekiem (albo jednym i drugim) ludzi – klasa C Sportcoupe. Pomimo ambitnych planów auto nie zyskało tak dużej popularności, jak zakładano. Jednak z bliżej nieokreślonych przyczyn, Mercedes, wprowadzając na rynek generację W204, dał szansę temu projektowi i modyfikując karoserię, delikatnie poprawiając wnętrze i stosując nowocześniejsze silniki, dał życie nowej, prawie sportowej Gwieździe. W ten sposób powstał Mercedes klasy CLC.

TAKI SAM TYLKO INNY

CLC 1Nie trzeba być znawcą, by zauważyć, że CLC jest młodszą siostrą Sportcoupe. Gdyby jednak ktoś miał wątpliwości – niech wsiądzie do środka. Wnętrze jest niemal identyczne. CLC jest więc w zasadzie „cetką” po liftingu. Czy ładniejszą? To oczywiście kwestia gustu, natomiast jedno trzeba przyznać na pewno – w odświeżonej wersji ma w sobie coś z flagowego CL-a, a mniej wprawne oko może nawet pomylić te dwa samochody. No właśnie. CLC aspiruje do klasy wyższej niż tej, do której należy. Mimo 17-sto calowych felg, zgarbionej sylwetki godnej rasowego coupe i zalotnego spojrzenia budowanego przez lekko spłaszczone – względem zwykłej C klasy – reflektory oraz optycznie szerszy i niższy grill, sprawia wrażenie auta mało zwiewnego i dość konserwatywnego. Duży wpływ na ten stan rzeczy z pewnością ma wiek – przecież to trzynastolatka bo kilku zabiegach odmładzających. Z drugiej strony ten zachowawczy styl dobrze współgra z legendarną łatką Mercedesa. Trzeba przyznać, że odświeżenie tego auta uczyniło je bardziej tradycjonalistycznym, niż było ono przed zmianą nazwy.

WNĘTRZE

Gdy zajmiemy pozycję za kierownicą, poczujemy się jak w ugrzecznionym gokarcie klasy wyższej. Pozycja za kierownicą jest niska, pokryta skórą kierownica i lewarek zmiany biegów dobrze leżą w rękach, a dość sztywne, półskórzane fotele zapewniają całkiem niezłe trzymanie. Egzemplarz testowy to wizualnie wersja najbardziej pruderyjna, ale nabywcy mogli dokupić sportowy pakiet AMG, wraz z którym oprócz 18” felg AMG i kilku zewnętrznych detali, oferowano m.in. sportową kierownicę, zegary ze strzałkami lądującymi pionowo na dole tarcz, czy aluminiowe wykończenie wnętrza. Fajerwerków tutaj nie znajdziemy, ale równocześnie nie ma się do czego przyczepić – wszystko jest pod ręką, a jakość wykonania stoi na niezłym poziomie.

 

CLC 2Wyposażenie jest dość typowe – 6 poduszek powietrznych, komplet systemów bezpieczeństwa, dwustrefowy climatronic i z ważniejszych rzeczy to właściwie tyle. Fabryczne, standardowe nagłośnienie Audio 20CD wraz z siedmioma głośnikami co prawda nie umywa się do Harman/Kardon z klasy S, ale równocześnie zapewnia czysty dźwięk nawet przy minimalnie „odkręconym” potencjometrze głośności. Za to niezły plus, bo BMW serii 3 w tej kategorii zostaje daleko w tyle, chociaż Volvo w przypadku C30/S40/V50 ma tu więcej do powiedzenia. Decydując się na małe coupe pomieszane z liftbackiem, a takim samochodem jest właśnie klasa CLC, musimy pamiętać, że tylne fotele są właściwie dla ozdoby. Miejsca jest niewiele, a wsiadanie i wysiadanie nie koresponduje ze słowem „wygoda”. Owszem, mając prawie 190 cm wzrostu jestem w stanie się tam zmieścić, ale po kilku kilometrach mam już dosyć. Tylna, dwumiejscowa kanapa również nie nadaje się do przewożenia fotelika, głównie za sprawą utrudnionego dostępu z zewnątrz. Ale to nie są wady. Nie można wymagać od coupe, żeby było samochodem rodzinnym. Ot taki miły ukłon inżynierów Mercedesa w naszą stronę. Trochę jak gratisowa próbka dodawana do pasty do zębów – niby niepotrzebna, ale czasem z niej skorzystamy.

JAZDA

Odpalamy i ruszamy. Pod maską gra 1,8-litrowy, doładowany przy pomocy kompresora benzyniak – stara, sprawdzona i niezawodna jednostka, która w testowanym modelu 200 kompressor generuje 184 KM przy 5500 obr/min i 250 Nm w szerokim zakresie, bo już od 2800 do 5000 obr/min – właśnie za sprawą mechanicznej sprężarki. Dobre wyciszenie to spory plus tego samochodu – z zewnątrz nie docierają do nas żadne nieprzyjemne dźwięki, a jedynie całkiem melodyjny pomruk czterocylindrowej rzędówki. To dobrze, bo osoby stojące na zewnętrz słyszą niezbyt fajne jęki typowe dla aut z kompresorem Eaton – tutaj właśnie zastosowanym. W połączeniu z klasyczną, sześciobiegową manualną skrzynią biegów, te 184 rumaki potrafią dać sporo radości – zarówno na autostradzie, gdzie osiągnięcie prędkości rzędu 240-250 km/h nie jest dużym problemem, jak i w zakrętach, gdzie wyłączona (na stałe) kontrola trakcji i ESP w połączeniu z tylnym napędem i bardzo bezpośrednim układem kierowniczym, czynią z tej konserwatystki całkiem zadziorną małą torpedę. Czas sprintu do pierwszej setki w granicach 8,5 sekundy może nie powala na kolana, ale doskonała elastyczność niemal w całym zakresie prędkości obrotowej budzi poczucie, że auto jest sporo szybsze.

Mimo wszystko sportowa jazda nie jest żywiołem klasy CLC. Ona lubi jazdę szybką, ale z głową. Pozornie sztywne i twarde zawieszenie zapewnia naprawdę niezły komfort resorowania, dzięki czemu CLC sprawdza się także jako auto do powolnego objazdu miasta. Trochę odstrasza dość wysokie zużycie paliwa, jak na tę pojemność – 9 litrów to najniższy wynik, jaki udało mi się uzyskać w cyklu mieszanym z przewagą miasta. Realne spalanie w Warszawie wynosi około 11-13 litrów przy normalnej, sprawnej jeździe. Sporo. Ale nie ma się czemu dziwić – ten silnik ma już kilkanaście lat, ale za to oferuje legendarną dla mercedesów z pierwszej połowy lat ‘90 bezawaryjność.

PODSUMOWANIE

Mercedes – Benz klasy CLC produkowany był jedynie przez dwa lata – od 2008 do 2010 roku. Powiem Wam dlaczego – to nie jest samochód na dzisiejsze czasy. Kupując nowego Mercedesa szukasz limuzyny; pojemnego, komfortowego kombi, kabrioletu na lato albo prawdziwie sportowego coupe. Ewentualnie jeszcze małej, najtańszej klasy A, dającej wielu wstęp do elitarnego grona posiadaczy aut spod znaku trójramiennego celownika. Tutaj nie ma miejsca na CLC – po części coupe, po części liftbacka; po części „wózka sklepowego” do jazdy miejskiej, a po części sportowego, CLC 3tylnonapędowego „krzykacza”. Z jednej strony jest to auto mało ekonomiczne i niepraktyczne, z drugiej zaś oferuje ciekawe doznania podczas jazdy, chociaż i tutaj ta rola jest zakłócona przez bijące z każdej strony, klasyczne głównie dla starych Mercedesów, stonowanie. Podobnie jak wspomniane na początku BMW serii 3 Compact, klasa C Sportcoupe, a później CLC, umarły śmiercią naturalną. A szkoda, bo to były obiektywnie dobre samochody, tylko ujrzały świat w niewłaściwym momencie – w czasach, gdy nawet najbogatsi liczą się z ulotnością pieniądza i paradoksalnie mniej osób może sobie pozwolić na samochód, który nadaje się właściwie zupełnie do… niczego. Tak, klasa CLC nie jest w niczym „uzdolniona”. Po prostu jest i cieszy, ale nie ma swojej misji. To jedno z tych aut, których nie kupuje się rozumem. Ewentualnie można poczekać, aż stanieje i kupić dlatego, że jest stosunkowo niedroga i da się w niej odnaleźć znamiona prestiżu. W przeciwnym razie nie ma to ekonomicznego uzasadnienia. Tylko co z głosem serca?


FILIP WINIARCZYK

Michał Anulewicz

Michał Anulewicz

Redaktor naczelny. Swoją przygodę z samochodami rozpoczął w wieku 14 lat z niewielkim budżetem i Fiatem 126p jego Dziadka. Miłośnik Mercedesów i filmów o amerykańskich mafiozach (Śmierć w Wenecji to jego ulubiony). Dwa litry to może mieć karton soku.

Warsaw